„Andor” to nie tylko intensywna narracja i polityczne zgrzyty – to także rekordowy rachunek. Produkcja Disneya pochłonęła ponad 650 milionów dolarów, czyli więcej niż cała oryginalna trylogia razem wzięta.
Kiedy mówimy o wielkich produkcjach, „Andor” nie tylko wyróżnia się fabularnie – wyróżnia się też kosztem. Jak zdradził Tony Gilroy, twórca serialu, drugi sezon „Andora” pochłonął ponad 650 milionów dolarów, co czyni go jednym z najdroższych projektów w historii telewizji. Dla porównania – oryginalna trylogia „Gwiezdnych Wojen” kosztowała dziesięć razy mniej.
- „Dziewięć puzzli” podbija Disney+. Najchętniej oglądana seria 2025 roku
- Zaskoczył wszystkich i wbił się na szczyt! Czy Netflix to przedłuży?
Widzowie mają zupełnie inne zdanie niż krytycy
Co ciekawe, ta zawrotna kwota nie zawiera nawet całości wydatków. Według danych z dokumentów finansowych Disneya tylko w jednym roku fiskalnym – zakończonym w listopadzie 2023 – wydano ponad 290 milionów dolarów. To więcej niż na superprodukcje kinowe takie jak „Ostatni Jedi” czy „Przebudzenie Mocy”.
Skąd takie koszty? Odpowiedź kryje się nie tylko w jakości wykonania, ale też w pełnej swobodzie twórczej, jaką otrzymał Gilroy. Jak sam powiedział: „przez 24 odcinki nie dostałem żadnej notatki”. Taka wolność to rzadkość, szczególnie w tak znanej franczyzie. Disney zainwestował ogromne pieniądze, ale nie oczekiwał cenzury ani „czyszczenia” kontrowersyjnych tematów.

A tych było sporo. Serial zyskał rozgłos dzięki odważnym wątkom politycznym, m.in. scenie, w której Mon Mothma oskarża Imperium o ludobójstwo. Gilroy nie tylko nie cofnął się przed użyciem tego terminu – przyznał, że coraz częściej mówi otwarcie o faszyzmie, nawiązując do realiów dzisiejszego świata.
Na tym się nie skończyło. W pierwszym sezonie pojawiła się scena w domu publicznym – symboliczny test granic Lucasfilmu. A choć słynna kwestia „F*ck the Empire” ostatecznie nie przeszła, to i tak wiele odważnych treści pozostało bez zmian. Disney, mimo że coraz bardziej ogranicza wydatki i twierdzi, że „streaming jest martwy”, nie zmusił Gilroya do łagodzenia przekazu.
Dziś „Andor” można oglądać na Disney+. A sam serial pokazał, że ambitna wizja może kosztować fortunę i jednocześnie się opłacać.
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.






