Kiedy George R.R. Martin, autor „Pieśni Lodu i Ognia”, mówi, że coś jest „największym highlightem roku”, warto się temu przyjrzeć. Tym razem padło na serial Andor, który wyróżnia się na tle innych produkcji Star Wars. Projekt pokazuje, że science fiction może być ambitne, brutalnie szczere i głęboko polityczne.
Martin na swoim blogu pochwalił Andor za „realizm i napięcie” oraz za wizualne piękno. Podkreślił też rolę Diego Luny, wcielającego się w Cassiana Andora. Najbardziej docenił jednak, że serial stawia na powolną, emocjonalną ewolucję bohaterów, zamiast pójść w stronę pustego fan service’u czy nostalgii.
- Wielki hit Netflix wraca z 2. sezonem! W serial zaangażowano osoby z „Gry o Tron”
- Zbrodnia, której nie popełniła! Disney+ pokaże jej dramat
George R.R. Martin zachwycony „Andor”! Star Wars w zupełnie nowym wydaniu
Andor pokazuje, jak złodziej i włóczęga staje się rewolucjonistą. Cassian nie ma w sobie buntu od początku, jego przemiana to skutek strat, wyczerpania i świadomości, że nikt inny nie uratuje galaktyki. To narracja, którą Martin zna i ceni, podobną drogę przechodzili Arya Stark czy Jaime Lannister w „Grze o Tron”.
Serial zagląda głębiej w działanie Imperium niż kiedykolwiek wcześniej. Biurokracja w Imperial Security Bureau, ucisk mieszkańców Ferrix czy przerażająca Narkina 5 tworzą obraz systemu, który zabija nie tylko ciała, ale i wolę życia. Arc więzienny z Kino Loyem (Andy Serkis) na czele to kwintesencja przesłania serialu, ofiara bez nagrody.
Andor
Jednym z najmocniejszych punktów są postacie poboczne. Luthen Rael (Stellan Skarsgård) poświęca całe życie dla sprawy, wiedząc, że nikt go nie zapamięta. Mon Mothma (Genevieve O’Reilly) to polityczka w złotej klatce, rozważająca nawet aranżowane małżeństwo córki dla finansowania rebelii. Z kolei Bix Caleen (Adria Arjona) doświadcza psychicznej tortury, sceny, które Martin porównuje do najciemniejszych momentów „Gry o Tron”.
Andor to Star Wars, które dorosło. Nie opiera się już na przepowiedniach, lecz na polityce. Nie skupia się na wybrańcach, ale na zwykłych ludziach, których historia mogłaby zapomnieć. Jak podsumował Martin: „Miło widzieć, że ktoś robi science fiction jak należy.”
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.






