Finał „Stranger Things” zbliża się nieubłaganie, a napięcie wśród fanów rośnie. Bracia Dufferowi mówią otwarcie o tym, jak wyglądała droga do zamknięcia jednej z największych serialowych marek ostatniej dekady, dlaczego bali się ostatnich minut bardziej niż całego sezonu i czemu finał nie pójdzie drogą brutalnych serialowych rozliczeń.
Twórcy Stranger Things przyznają wprost, że ostatnią scenę serialu znali od samego początku, ale wszystko, co prowadziło do niej, wielokrotnie się zmieniało. Sezon piąty – podzielony na dwie części – ma nie tyle zaskoczyć widz, ile sprawić, by finał wydawał się nieunikniony, logiczny i emocjonalnie uczciwy wobec historii, którą oglądamy od lat.
Bracia Dufferowie jasno odcinają się od porównań do „Gry o tron”. Nie będzie „Red Wedding”, nie będzie masowego mordowania bohaterów tylko po to, by rozpalić social media. Twórcy podkreślają, że nie chcą szokować ani frustrować, a finał ma być satysfakcjonujący, nawet jeśli nie dla wszystkich.
Druga część sezonu piątego przynosi jedne z największych ujawnień fabularnych w historii serialu, a jednocześnie spina klamrą wydarzenia z pierwszego sezonu. Okazuje się, że Upside Down nie jest „innym światem” w klasycznym sensie, lecz wormhole’em łączącym rzeczywistość z otchłanią Vecny.
Kluczową rolę ponownie odgrywa Will. To jego porwanie uruchomiło całą historię i (jak podkreślają twórcy) to właśnie na nim logicznie musiała się ona domknąć. Ujawnienie, że Will posiada moce zbliżone do Vecny jest rozwinięciem wątków budowanych latami. Równolegle twórcy rozwijają wątek Max, która wraca do świata żywych, ale jej historia nie kończy się klasycznym happy endem. W centrum pojawia się Holly, nowa postać, która niespodziewanie przejmuje ciężar emocjonalny części finału.
Co oglądać w Netflix? Oto najlepsze nowe filmy i seriale
Najtrudniejsze sceny, największa presja i strach o ostatnie 5 minut
Jednym z najmocniejszych elementów Vol. 2 jest scena ujawniająca ciekawy fakt o Willu. Bracia Dufferowie przyznają, że to nad nią pracowali najdłużej w historii serialu, bo czuli odpowiedzialność nie tylko wobec postaci, ale też aktora. Zmieniano koncepcję, dialogi i ustawienie sceny tak długo, aż była prawdziwa emocjonalnie, a nie „odhaczona” fabularnie.
Stranger Things
Presja towarzyszyła też samemu finałowi. Twórcy nie ukrywają, że najbardziej bali się ostatnich pięciu minut. Ich świadomość jest brutalnie szczera, możesz zrobić osiem godzin świetnej telewizji, ale jeśli potkniesz się na końcu, to właśnie to zapamiętają widzowie. Dlatego scenariusz finału był pilnie strzeżony, drukowany na czerwonym papierze i dostępny dla bardzo wąskiego grona.
Co istotne, finał nie zamyka całej marki. Netflix już zapowiedział animowany projekt „Stranger Things: Tales from ’85”, a w tle pojawiają się wczesne plany live-action spin-offu. Historia bohaterów z Hawkins dobiega końca, ale uniwersum jako takie nadal ma potencjał komercyjny i narracyjny.
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.







Dodaj komentarz