Co trzeba koniecznie obejrzeć przed „Avengers: Doomsday”?

W „Avengers: Końcu gry” Steve Rogers oddał tarczę, zatańczył z Peggy i pozwolił sobie na odrobinę szczęścia. Widzowie też mogli wtedy spokojnie odetchnąć. Dziś, przed „Doomsday”, Marvel zaprasza nas na powtórkę z 15 filmów i seriali. Moim zdaniem wystarczy tylko 7.

W kinie marvelowskim pojawił się osobliwy rodzaj niepokoju. Na ekran wchodzi bohater, muzyka podpowiada, że należy się wzruszyć, ktoś na sali reaguje entuzjastycznie, a człowiek zastanawia się, czy przypadkiem nie opuścił jakiegoś serialu.

Film trwa dalej, lecz przez chwilę bardziej niż losem postaci zajmujemy się własnymi zaległościami.

Kolekcja Disney+ przygotowana przed „Avengers: Doomsday” ma zapewne pomóc uniknąć takich sytuacji. Warto zacząć od pierwszych „X-Men” i dawnych Avengersów aż po „Thunderbolts*” oraz nową Fantastyczną Czwórkę.

Po drodze są jeszcze dwa sezony „Lokiego” i kilka wypraw po multiwersum. Dla miłośnika maratonów – znakomita wiadomość. Dla kogoś, kto po „Endgame” trochę stracił kontakt z MCU – propozycja, która może skutecznie odebrać ochotę na powrót.

Mam zresztą wątpliwości, czy wszystkie te historie są równie potrzebne. Znajomość wcześniejszych przygód bohatera wzbogaca spotkanie z nim, ale nie powinna być warunkiem zrozumienia tego, co robi w nowym filmie. Inaczej każda kolejna część będzie wymagała coraz dłuższego rozbiegu, aż w końcu zabraknie sił na skok.

*Poniżej spoilery z wcześniejszych produkcji MCU.*

Co zostało po Thanosie?

Gdybym miał być brutalny, powiedziałbym, że przed „Doomsday” wystarczy obejrzeć tylko dwa filmy. Mowa o „Avengers: Wojna bez granic” i „Avengers: Koniec gry”.

Nie wyobrażam sobie sensownej powtórki przed „Doomsday” bez przypomnienia, co ta drużyna przeszła i dlaczego jej kolejne spotkanie nie będzie już zwykłym zebraniem dawnych znajomych.

Punktem wyjścia przed „Doomsday” jest „Wojna bez granic” i „Koniec gry”

Siła „Wojny bez granic” bierze się między innymi z tego, że bohaterowie do końca zachowują się tak, jakby mogli wygrać. Mają kolejne pomysły, zdobywają broń, przybywają z odsieczą. Wszystko wygląda znajomo. Widz przez lata nauczył się ufać takim scenom.

A Thanos pstryka i wszystko się rozpada. To był niesamowity moment w kinie i w sumie nikt nie wiedział, dokąd nas zaprowadzi…

Warto zobaczyć to ponownie przed następną zapowiedzią zagłady. Przypomnieć sobie twarze tych, którzy zostali. Bez tego łatwo znieczulić się na coraz większe zagrożenia: najpierw miasto, później planeta, teraz kilka wszechświatów. Liczby rosną, lecz same z siebie nie wywołują emocji.

Steve Rogers jednak nie zazna spokoju (jeszcze)

„Koniec gry” daje tym emocjom upust. Pokazuje zmęczenie, żałobę, nieudane próby urządzenia sobie życia. A gdy wreszcie przynosi zwycięstwo, nie oddaje wszystkiego, co wcześniej zabrał.

Tony i Natasha umierają. Steve wybiera życie, które przez lata go omijało. Sam zostaje z tarczą i odpowiedzialnością, której ciężaru dopiero się domyśla. To właśnie po tym filmie Avengersi stali się nazwą, pod którą coraz trudniej zebrać tych samych ludzi. „Doomsday” będzie musiało coś z tą pustką zrobić.

Kłopot z nieskończoną liczbą światów

Multiwersum miało otworzyć Marvelowi nowe możliwości. Otworzyło też wygodne wyjście z niemal każdej trudnej sytuacji. Ktoś umarł? Gdzieś istnieje jego inna wersja. Aktor wraca po latach? Znajdzie się odpowiednia rzeczywistość. Przy takim nadmiarze możliwości łatwo przestać wierzyć w ostateczność czegokolwiek.

Konsekwencje zderzeń wszechświatów można było już zobaczyć w drugim filmie o przygodach Doktora Strange’a

„Doktor Strange w multiwersum obłędu” to film słaby, ale potrzebny w MCU, bo pokazuje również drugą stronę tej swobody. Pojawiają się w nim inkursje – zderzenia rzeczywistości mogące zniszczyć jedną albo obie.

Ich znaczenie dla filmu wyjaśnia Nerdist, więc warto zajrzeć tam w wolnej chwili. Za efektownymi portalami nagle widać światy, które mogą zapłacić za cudzą ingerencję.

W kontekście oficjalnej zapowiedzi „Doomsday”, mówiącej o zderzeniu bohaterów z trzech uniwersów, to przydatna perspektywa. Dlatego film Raimiego wydaje mi się ważniejszy od ponownego oglądania wszystkich międzywymiarowych spotkań Spider-Mana czy Deadpoola.

Znacznie trudniej machnąć ręką na świetnego „Lokiego”. Serial doprowadza bohatera do samotnego podtrzymywania rozgałęzionych linii czasu – finału, o którym chyba wszyscy marzyliśmy od początku dla Lokiego.

To może być istotny punkt wyjścia dla nowej historii, ale czy faktycznie przed „Doomsday” trzeba nadrobić dwa sezony? Jeżeli macie czas, to jak najbardziej, bo to znakomity serial, ale według mnie nie jest to konieczność.

Dobrze wiedzieć, kto komu nie ufa

Powrót dawnych X-Men jest jednym z powodów, dla których na „Doomsday” w ogóle chce się czekać. W ogłoszonej obsadzie znaleźli się między innymi Patrick Stewart, Ian McKellen, James Marsden, Rebecca Romijn i Alan Cumming.

„X-Men 2” jako film superhero jest słaby, ale warto go obejrzeć, by poznać ekipę

Spośród ich wcześniejszych spotkań najchętniej wróciłbym do „X-Men 2”. Pierwszy film starannie przedstawia świat mutantów, ale drugi pozwala lepiej poczuć drużynę, wprowadza Nightcrawlera i przypomina, jak wiele można wycisnąć z relacji Xaviera oraz Magneto.

Drugą „Czarną Panterę” warto obejrzeć, by poznać Namora

Ci dwaj nie potrzebują wielkiej bitwy, żeby zrobiło się ciekawie. Wystarczy rozmowa. Znają się, szanują i zasadniczo nie zgadzają się co do tego, jak należy żyć. Wspólny wróg na chwilę ich zbliża, lecz nie usuwa różnic. Przy kolejnym wielkim spotkaniu bohaterów dobrze pamiętać, że współpraca nie zawsze oznacza zgodę.

Nie wiemy przy tym, ile z dawnych losów mutantów „Doomsday” zachowa. „X-Men 2” warto potraktować przede wszystkim jako ponowne spotkanie z postaciami, którym twarze nadali powracający aktorzy.

Podobnie działa „Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu”. Shuri przejmuje rolę brata, poznajemy Namora i Talokan, ale najważniejsze pozostaje to, co wydarzyło się między nimi. Ich porozumienie przychodzi po stracie i przemocy.

Trudno oczekiwać, żeby wraz z zakończeniem walk zniknęła pamięć o krzywdach. Bez tego filmu łatwo zobaczyć w nich po prostu kolejnych sprzymierzeńców. Po nim wiadomo, ile wysiłku może kosztować stanie po jednej stronie.

Ktoś musi w końcu zamieszkać w tym świecie

„Thunderbolts*” przydaje się z bardzo konkretnego powodu: pokazuje, komu przypadła dziś nazwa Avengers. Jest w tym pewna ironia. Ludzie tak dalecy od pomnikowego bohaterstwa dostają szyld obciążony ogromnymi oczekiwaniami.

„Thunderbolts*” to naprawdę dobry film, ale też ważny w kontekście „Doomsday”

Yelena, Bucky i pozostali mają dość problemów z własnym życiem, a jednak powoli stają się dla siebie kimś więcej niż przypadkowym towarzystwem. Bob dokłada do tego potęgę, której trudno bezwarunkowo zaufać.

Dzięki temu nową drużynę poznajemy również od jej najbardziej kruchej strony. Finał przynosi New Avengers, a scena po napisach – spór z Samem Wilsonem i statek oznaczony symbolem Fantastycznej Czwórki.

Fantastyczna 4 przez najbliższe lata może nieść cały ciężar MCU na sobie

Jeszcze bliżej Dooma prowadzi „Fantastyczna 4: Pierwsze kroki”. Poznajemy rodzinę Richardsów, jej odrębny świat oraz Franklina. Kiedy przy dziecku pojawia się Doktor Doom zagrożenie natychmiast staje się osobiste.

Nie trzeba jeszcze znać całego planu złoczyńcy. Wystarczy wiedzieć, kim dla Sue i Reeda jest chłopiec, którym się zainteresował. W widowisku pełnym obcych rzeczywistości taka prosta, ludzka stawka może okazać się bezcenna.

Czy te 7 filmów wystarczy?

Oczywiście, można wrócić także do początków Kapitana Ameryki, pierwszych „Avengers”, „Shang-Chi” czy „Nowego wspaniałego świata”. Każdy z tych filmów coś dopowie. Nie jestem tylko przekonany, czy przed jednym kinowym wieczorem musimy dopowiadać sobie wszystko.

Kto zna całą historię MCU, zapewne większość tych filmów pamięta, a kto nie zna, niekoniecznie będzie zainteresowany „Doomsday”. Mam wrażenie, że ta odsłona wcale nie ma być dla MCU „nowym otwarciem”, a raczej „ostatecznym pożegnaniem”. Dobrze wiemy, jak Marvel wyrachowanie gra na nostalgii.

Ile czasu trzeba zarezerwować sobie na powtórkę przed „Doomsday”? Ta siódemka – dwa finały walki z Thanosem, drugi „Doktor Strange”, „X-Men 2”, „Wakanda w moim sercu”, „Thunderbolts*” i „Pierwsze kroki” – daje pamięć najważniejszych strat, pojęcie o zagrożeniu oraz znajomość drużyn, które mają się z nim zmierzyć.

Według standardowych katalogowych metraży, z napisami i podstawową wersją „Endgame”, to łącznie 993 minuty, czyli „zaledwie” 16,5 godzin. Da się zrobić w trzy wieczory.

Czekacie?

Warto pamiętać jeszcze o jednym. W swoim prime Marvel nie wymagał od widza pamięci absolutnej. Wystarczało rozumieć, dlaczego ktoś nie chce oddać przyjaciela, wrócić do pustego domu albo pogodzić się ze stratą.

Jeśli „Doomsday” znów potrafi do tego dotrzeć, wybaczymy mu niejeden skrót. Jeśli nie, ani 7, ani 15, ani nawet 34 obejrzane wcześniej filmy niewiele zmienią.

To również warto przeczytać!

Zachęcam do zerknięcia na wpis o tym, że może mamy już dość wojen o ten sam fotel i polecam lekturę felietonu, w którym piszę, że nikomu nie można ufać.

Więcej moich wpisów znajdziesz w sekcji maniaKalnych felietonów o filmach i serialach.

Marcepan

Najnowsze artykuły

Gra Bethesdy na Switch 2 pod znakiem zapytania. Niepokojące wieści

Niepokojące doniesienia dotyczą jednej z gier Bethesdy, która miała trafić na Nintendo Switch 2. Wypowiedź…

10 października 2026

Xbox zasypie graczy premierami! 40 gier w jednym tygodniu

Nadchodzący tydzień na Xbox przyniesie gry ze znanych serii, rodzinne przygody i produkcje dostępne w…

10 października 2026

Twierdza 4 wraca do korzeni! Nowe demo ogracie za darmo

Twierdza 4 dostała nowe demo na Steam. Można sprawdzić fragment zamkowego życia, a to dopiero…

10 października 2026

Steam Deck ułatwi życie graczom! Trwają testy przydatnej zmiany

Steam Deck dostał aktualizację testową, która zdejmie z graczy jeden z obowiązków przy uruchamianiu gier.…

10 października 2026

GTA 6 na Nintendo Switch 2? Padła pierwsza odpowiedź. Nie wszystko jest takie oczywiste

Czy GTA 6 trafi na Nintendo Switch 2? Przedstawicielka Nintendo po raz pierwszy odniosła się…

10 października 2026

PS5 zmieni menu główne! Sony wprowadzi tam coś zaskakującego

Sony szykuje nietypową zmianę w menu głównym PS5. Tym razem nie chodzi o gry, a…

10 października 2026