Disney+ wchodzi w najostrzejszą fazę zmian od startu platformy. Firma chce zerwać z łatką serwisu „dla dzieci” i stawia wszystko na treści dla dorosłych. Zmiany mogą być ciekawe w dłuższej perspektywie.
Disney+ oficjalnie zaczyna drugą fazę swojej strategii. I od razu uderzenie z grubej rury: lokalnym producentom powiedziano wprost, żeby nie zgłaszali treści dla dzieci i rodzin. To ma być domena centrali w USA, koniec z zalewaniem Europy i Ameryki Łacińskiej kolejnymi „bezpiecznymi” produkcjami.
Zamiast tego platforma chce dramatów, dokumentów, komedii, true crime, produkcji unscripted i wszystkiego, co ma bardziej „dorosły ton”. Eric Schrier, szef Disney Television Studios, tłumaczy to otwarcie, że celem jest zmiana percepcji. Disney+ musi przestać być kojarzone wyłącznie z bajkami, bo to ogranicza rozwój.
To duża wolta, biorąc pod uwagę, że usługa startowała jako ciepły, rodzinny serwis z katalogiem **Marvel, Star Wars czy filmami Pixara. Teraz akcent przesuwa się w stronę treści przypominających produkcje znane z Hulu, ostrzejszych, bardziej ryzykownych i skierowanych do dorosłego widza.
„Local for local”. Disney+ zmienia sposób tworzenia treści na całym świecie
Drugą dużą zmianą jest odejście od „globalizacji” treści. Disney+ oficjalnie przechodzi na strategię „local for local”. Co to znaczy?
- Francuskie produkcje mają być tworzone wyłącznie dla Francuzów,
- hiszpańskie dla Hiszpanów,
- brytyjskie dla widzów w U.K.
Treści lokalne nie mają zastępować marek globalnych, ale uzupełniać takie IP jak Marvel czy Star Wars. Schrier podkreślił, że nie chodzi o zalewanie biblioteką, chodzi o precyzyjne inwestowanie w rynki, które rokują wzrost.
W rozmowie odniósł się też do plotek o zwiększeniu budżetu na międzynarodową produkcję, obaj najważniejsi ludzie w firmie, czyli Bob Iger oraz Hugh Johnston, mieli już sygnalizować większą determinację w tej kwestii. Disney widzi, że bez lokalnych treści nie podbije rynków, na których konkurencja rośnie jak na drożdżach.
Aktualnie studio produkuje około 100 tytułów rocznie w ponad 20 krajach. Ale jak sami przyznają, w pierwszej fazie „rozsiali się zbyt szeroko”. Brzmi trochę jak strategia Netflixa.
Disney+ logo / fot. rtvManiaK.pl
Disney+ chce być platformą, której… nie kojarzysz z dziećmi
Wszystko sprowadza się do zmiany wizerunku. Największy problem Disney+? Prosty, bo platforma jest zbyt mocne skojarzenia z kontentem dla najmłodszych.
Schrier zaznacza, że ich „pierwszym instynktem było odczarowanie platformy”, ale to trudniejsze niż myślano. Dlatego teraz Disney+ chce pokazać, że obok bajek mogą istnieć treści ostre, niegrzeczne, nieraz kontrowersyjne. Produkcje z klimatem, który bardziej przypomina Hulu niż klasyczne filmy Disneya.
Nie ma więc planów rozwijania lokalnych bajek. Ten segment zostaje pod kontrolą amerykańskiego HQ, a Europa ma skupić się na formatach, które mają uderzać w dorosłego odbiorcę.
To ruch, który może przynieść Disney+ ogromne korzyści, oczywiście o ile zostanie wykonany konsekwentnie. Widzowie coraz częściej sięgają po treści lokalne, autentyczne i „swoje”. A gigant w końcu zaczyna to dostrzegać.
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.







Dodaj komentarz