>

Bond. James Bond. Ale kiedy, do cholery?

Siedzimy już pięć lat z obietnicą „James Bond powróci” i nic. Nie wraca. Żadnego aktora, żadnej daty, żadnego zwiastuna. Tylko korporacyjne komunikaty prasowe i cierpliwe kiwanie głową ludzi z Amazonu. W tym czasie zdążyliśmy przeżyć pandemię, kilka wojen, trzy sezony „Białego Lotosu” i co najmniej dwa przełomy w sztucznej inteligencji. Bond tymczasem wciąż poprawia mankiety smokingu i czeka na sygnał od Q.

Zacznijmy od tego, co wszyscy wiemy, ale rzadko mówimy głośno: „Nie czas umierać” nie było filmem, który rozpalał wyobraźnię. Był dobry. Miejscami nawet bardzo dobry. Przede wszystkim był jednak pożegnalny.

Craig żegnał się z rolą od przynajmniej dwóch filmów, a kiedy w końcu odszedł, zrobił to z klasą, zostawiając serię w stanie zawieszenia, który trwa do dziś. Na napisach końcowych pojawił się napis „James Bond powróci” – tradycja sięgająca „Dr. No” – i wszyscy pokiwali głowami. Jasne. Powróci. Tylko kiedy?

8 miliardów dolarów – i co z tego?

W 2022 r. Amazon kupił MGM za ponad 8,5 mld dol. Bond był perłą w koronie tej transakcji – marką wartą fortunę, symbolem kina rozrywkowego przez ponad 60 lat, żywym pomnikiem Iana Fleminga. Bezos i spółka musieli zacierać ręce. Własny Bond, własna licencja na zabijanie konkurencji. Co mogło pójść nie tak?

James Bond to jedna z największych franczyzn współczesnego kina – aż dziwne, że nie żyje ona tak, jak choćby MCU

Prawie wszystko. Bo Bond nie był do końca ich. Prawa do kreatywnej kontroli nad serią przez dekady trzymała żelazną ręką Barbara Broccoli – córka Alberta Broccoli, producenta, który w 1962 r. wypuścił na świat Connery’ego w roli agenta 007. Rodzina Broccoli traktowała Bonda jak koronne srebra i nie zamierzała oddać ich bez walki.

Przez kilka lat Amazon i Broccoli grali w korporacyjnego pokera, a ich relacje opisywano w prasie z anglosaską powściągliwością jako „napięte”. Mniej powściągliwe źródła donosiły, że Broccoli miała określać szefów Amazonu słowami, których nie wydrukuje nawet brukowiec. Twarde negocjacje, mówiąc delikatnie.

Przełom nastąpił w lutym 2025 r., gdy Amazon MGM oficjalnie przejął pełną kontrolę twórczą nad serią, wypłacając Broccoli i Wilsonowi – według doniesień – miliard dolarów. Tyle kosztowała prawdziwa licencja na zabijanie. A potem machineria zaczęła się kręcić. Tylko że, jak każda porządna brytyjska instytucja, wolno.

Ekipa marzeń i plany na 2029 r.

Kiedy w czerwcu 2025 r. ogłoszono, że Bonda wyreżyseruje Denis Villeneuve, Internet przez chwilę zapomniał o wszystkim innym. I trudno się dziwić – to wybór, który mówi wprost: nie chcemy kolejnego sprawnego widowiska szpiegowskiego, chcemy wydarzenia.

Villeneuve to człowiek, który zrobił „Diunę” tak, że widzowie siedzieli w ciszy przez 2,5 godziny i nie sprawdzali telefonów. Jeśli on bierze się za Bonda, to znaczy, że Amazon celuje bardzo wysoko.

W grudniu doczekamy się zamknięcia „Diuny” i wreszcie Denis Villeneuve będzie miał czas na Bonda?

Do kompletu doszedł Steven Knight – twórca „Peaky Blinders”, jeden z najlepszych scenarzystów pracujących dziś w Europie. Producenci to Amy Pascal, która zna serię od podszewki, bo pracowała przy Bondach Craiga, i David Heyman, który zarządzał „Harrym Potterem” przez dekadę i wie, jak nie zabić kultowej marki komercjalnym naddatkiem. Na papierze brzmi to niemal zbyt dobrze.

Problem polega na tym, że Villeneuve jest teraz zajęty „Diuną 3”, która wchodzi do kin w grudniu 2026 r. Dopóki nie skończy promować pustyni Arrakis, nie zasiądzie poważnie do pracy nad londyńskim szpiegiem.

Casting? Dopiero po scenariuszu. Zdjęcia? Nie wcześniej niż w 2027 r. Premiera? Najbardziej optymistyczne szacunki mówią o 2028 r., bardziej realistyczne – o 2029 r. Między Craigiem a nowym Bondem może minąć niemal dekada.

Powtórzyć sukces „GoldenEye”

Tu jest właśnie ten moment, gdy pesymiści powinni odetchnąć. Bo historia serii mówi jedno: każda duża przerwa między Bondami kończyła się triumfem. „Licencja na zabijanie” Daltona z 1989 r. była przyzwoita, ale „GoldenEye” z 1995 r. – po sześciu latach ciszy – był rewolucją. Brosnan zredefiniował całą serię.

Cztery lata po nieznośnym „Śmierć nadejdzie jutro” przyszedł Craig w „Casino Royale” i udowodnił, że Bond może być poważny, psychologicznie wiarygodny i do bólu ludzki. Za każdym razem, gdy seria gasła, wracała mocniejsza.

Bonda w czołgu chyba mało kto się spodziewał – właśnie taką „świeżość” zaserwował nam „GoldenEye”

Tym razem ciągnie za sobą jeszcze jeden bagaż – niepewność rynku. Wielkie blockbustery po pandemii przestały działać jak kiedyś. „Indiana Jones” stracił przy ostatnim filmie ponad 140 mln dol. „Mission: Impossible” i „Gwiezdne wojny” wielu rozczarowały. Nawet „Nie czas umierać”, choć zarobił 774 mln dol., wypadł blado przy miliardowym „Skyfall” z 2012 r.

Amazon to widzi i wie, że musi postawić na pewniaka – albo nie stawiać wcale.

Kto zagra Bonda? Wszyscy wiedzą, nikt nie wie

Obsada nowego Bonda to największa niewiadoma i jednocześnie najlepiej strzeżona tajemnica branży. W ciągu ostatnich kilku lat media oficjalnie „ujawniły” przyszłego Bonda przynajmniej 10 razy.

Aaron Taylor-Johnson miał już jakoby kontrakt w kieszeni. Henry Cavill był typowany z taką pewnością, jakby przymierzał już smoking. Josh O’Connor spokojnie powiedział na Sundance, że jeśli jest Bondem, to nikt mu o tym nie powiedział – co elegancko wybiło z rytmu całe galerie plotek.

To mało oryginalne, ale najlepszym kandydatem na nowego Bonda wydaje się Aaron Taylor-Johnson

Dziś w obiegu krążą przede wszystkim trzy nazwiska: Jacob Elordi, Callum Turner i Harris Dickinson. Wszyscy młodzi, wszyscy brytyjscy, wszyscy mają w sobie tę nutkę chłodnej nieprzystępności, która czyni Bonda Bondem.

Żadne ogłoszenie jednak nie nadeszło i – co ważne – Amazon wyraźnie nie zamierza niczego ogłaszać, dopóki scenariusz nie będzie gotowy. To mądre. Bond musi być pomysłem, nie twarzą przyklejoną do gotowego produktu.

Bond wraca – tylko nie do kina

Jest w tym wszystkim coś rozkosznie przewrotnego. Zanim Bond trafi na wielki ekran, trafia na konsole. 27 maja 2026 r. ukazuje się „007 First Light” – pierwsza duża gra o Jamesie Bondzie od 14 lat, zrobiona przez IO Interactive, czyli twórców serii „Hitman”.

To nie przypadkowy wybór studia. Agent 47 przez lata był Bondem w przebraniu – ten sam smoking, te same egzotyczne lokacje, ta sama filozofia cichego eliminowania problemów.

„007 First Light” może być bardzo udaną grą

Gra opowiada historię 26-letniego Jamesa Bonda, który dopiero zaczyna karierę w MI6 i musi sobie zasłużyć na legendarny numer. Origin story – trochę jak „Casino Royale”, tylko że zamiast Daniela Craiga mamy Patricka Gibsona, a zamiast weneckiego kanału mamy Grand Carpathian Hotel w słowackich Tatrach.

W obsadzie pojawia się Gemma Chan jako ekspertka od teorii gier, Lennie James jako mentor Bonda i – najlepszy casting od lat – Lenny Kravitz jako główny złoczyńca. Gdyby ktoś napisał fanfika o idealnym współczesnym Bondzie, wyszłoby coś takiego.

„007 First Light” ma czerpać najlepsze rzeczy z serii „Hitman”, ale też zawierać sporo innowacji – sam nie mogę się doczekać

Motyw muzyczny napisała Lana Del Rey – artystka, która już raz próbowała wedrzeć się do świata Bonda ze swoim „24” skomponowanym do „Spectre”, ale odrzuconym na rzecz Sama Smitha. Tym razem dostała zielone światło, a przy produkcji stanął David Arnold, wieloletni kompozytor muzyki filmowej do serii. Domknięcie kręgu z nawiązką.

Recenzenci, którzy już grali w „First Light”, mówią o niej jako o poważnym kandydacie do gry roku. A to nie jest tytuł rzucany na wiatr – rok 2026 jest naprawdę bogaty w duże tytuły.

Jeśli IO Interactive rzeczywiście dowiozło obietnicę, Bond zrobi swój comeback nie na czerwonym dywanie, ale w salonach i przed monitorami. I może właśnie tak powinno być – z klasą, bez fanfar. Żeby wielkie wejście zostało na kino.

Bardzo spóźnione martini

Na CinemaCon szefowa Amazon MGM Courtenay Valenti powiedziała z mównicy, że „to marzenie życia”, żeby dostarczyć widzom „nowy rozdział” Bonda. Że robią to „z troską i głębokim szacunkiem”.

To brzmiało jak przemówienie kogoś, kto wie, że trzyma w rękach coś wartościowego i bardzo boi się upuścić. Co jest właściwie dobrą wiadomością. Gorsze byłoby, gdyby mówili: robimy to szybko, sprawnie i z myślą o kolejnych częściach.

Villeneuve + Knight + Pascal to nie jest ekipa do „szybko i sprawnie”. To ekipa do czegoś, o czym będziemy rozmawiać za dekadę.

Pytanie tylko, czy widz – który w międzyczasie przerobił wszystkich Wicków, wszystkich Cruise’ów i zachwyca się Reacherem Alana Ritchsona – będzie miał jeszcze cierpliwość, żeby usiąść w fotelu i dać się zaskoczyć?

Stawiam, że tak. Bond jest mitem. I właśnie dlatego możemy czekać jeszcze rok, dwa, trzy – bo kiedy w końcu wejdzie przez te drzwi, wszyscy wstaniemy. Tak, jak zawsze.

To również warto przeczytać!

Zachęcam do zerknięcia na wpis o tym, dlaczego nagle całe Hollywood robi się małe i polecam lekturę felietonu, w którym stawiam tezę, że „Wskrzeszenie” Vala Kilmera to dopiero początek.

Więcej moich wpisów znajdziesz w sekcji maniaKalnych felietonów o filmach i serialach.

Marcepan

Najnowsze artykuły

Ten telewizor Sony wyprzedaje się błyskawicznie. Powód? Cena zwala z nóg – pozytywnie

Sony z matrycą 120 Hz i przekątną 55 cali w takiej cenie? Ta promocja naprawdę…

18 maja 2026

Co oglądać w HBO Max? Najciekawsze nowe filmy i seriale

Co obejrzeć w HBO Max? Jakie filmy i seriale warto teraz zobaczyć? Szukając odpowiedzi na…

18 maja 2026

Nowość od Edifiera to materiał na hit? Słuchawki z Bluetooth 6.0 i ekranem za grosze

Edifier Auro Ace to nowe, rewolucyjne słuchawki nauszne z wbudowanym ekranem. Poznaj specyfikację i niską…

18 maja 2026

Kino domowe 5.1.2 za grosze! Mamy znakomity kupon

Marzy Ci się kino domowe w bardzo niskiej cenie? Jeśli tak, to świetnie się składa…

18 maja 2026

Ten sprzęt zmienia zasady gry. 13-calowy ekran, który złożysz jak teczkę

Aura Displays zaprezentowało Single Flex Pro, pierwszy na świecie przenośny monitor ze składanym ekranem AMOLED.…

18 maja 2026

Ta gra Xboxa podbiła Metacritic! I to przed premierą

Forza Horizon 6 wskoczyła na pierwsze miejsce zestawienia najlepiej ocenianych gier 2026 roku według Metacritic.…

18 maja 2026