Przed 2. sezonem Dexter: Zmartwychwstanie wracam do serialu, który mnie zachwycił, zawiódł i po latach odzyskał moje zaufanie.
Dextera oglądałem razem z ówczesną narzeczoną. Serial miał lepsze i gorsze momenty, ale co do dwóch rzeczy byliśmy zgodni. Historia Rzeźnika z Zatoki była bardzo dobrze napisana i angażująca. A sezon z Trójkowym zabójcą, w którego wcielił się John Lithgow, to po prostu majstersztyk.
Właśnie dlatego zakończenie oryginalnej serii tak mocno nas zawiodło. I właśnie dlatego dziś, przed drugim sezonem Dexter: Zmartwychwstanie, zadaję sobie pytanie, które brzmi trochę jak przyznanie się do słabość. Dlaczego po finale, który tak bardzo mnie rozczarował, wciąż czekam na kolejne powroty Dextera?
Rzeźnik z Zatoki, czyli polowanie na samego siebie
Historia Rzeźnika z Zatoki to drugi sezon oryginału, w którym na dnie zatoki odnaleziono szczątki ofiar Dextera. Bohater, który do tej pory był myśliwym, nagle musiał patrzeć, jak cała policja Miami poluje na niego samego, a on pracuje w tym samym budynku co ścigający. To był pomysł, który zamienił serial o seryjnym mordercy w thriller o ciągle zaciskającej się pętli.
Dziś widzę w tym sezonie coś, co później zbyt rzadko udawało się powtórzyć. Napięcie nie brało się z kolejnego przeciwnika, tylko z pytania, czy Dexter zdoła ukryć się przed własnym życiem.
Arthur Mitchell i finał, którego się nie zapomina
Czwarty sezon dał Dexterowi przeciwnika, który był jego krzywym odbiciem. Arthur Mitchell grany przez Johna Lithgowa był przykładnym mężem, ojcem i szanowanym członkiem społeczności, a jednocześnie od lat zabijał według powtarzalnego rytuału.
Jego schemat obejmował trzy charakterystyczne morderstwa, poprzedzone porwaniem i zabiciem dziesięcioletniego chłopca. Dexter, który sam próbował pogodzić rodzinę z nocnym życiem, mógł w nim zobaczyć siebie za kilkanaście lat.
Zakończenie, w którym Dexter znajduje Ritę martwą w wannie, a obok niej małego Harrisona we krwi, zamknęło sezon, który oboje uważaliśmy za majstersztyk. To jeden z tych finałów, po których serial przestaje być rozrywką na wieczór i zaczyna boleć.
Policzek wymierzony w fanów
Kiedy w 2013 roku Dexter dobiegł końca, byliśmy trochę zawiedzeni, a trochę załamani. Uśmiercenie Debry było ciosem, a widok Dextera, który upozorował własną śmierć i zaszył się w lesie jako drwal, odebrałem jak policzek wymierzony w fanów. Po ośmiu sezonach to nie wyglądało na zakończenie, tylko na ucieczkę.
Wiem, że nie wszyscy widzowie odebrali ten finał tak samo, a niektórzy bronią go do dziś. Dla mnie był jednak zdradą bohatera, z którym spędziłem kawał czasu. Z dzisiejszej perspektywy ten finał okazał się jednak również furtką do kolejnej historii. Dexter przecież nie zginął, więc mógł kiedyś wrócić.
Syn, który męczył, i kodeks, który kiełkował
Pierwszym powrotem był Dexter: New Blood. Uważam go za całkiem ciekawe rozwinięcie historii głównego bohatera, ale mam z tym serialem trochę problem, bo postać Harrisona była dla mnie męcząca. Powrót, który miał naprawić rozczarowanie, przyniósł nowe źródło irytacji i to jest uczciwa cena takich powrotów: każdy kolejny może zawieść tak samo jak finał, po którym powstał.
Lepiej wypadł Dexter: Grzech pierworodny. Mogłem w nim zobaczyć początki Dextera jako seryjnego zabójcy z kodeksem, który dopiero zaczynał kiełkować. Serial pozwolił lepiej zrozumieć, jak kształtował się jego kodeks. Dla mnie to najciekawsza z nowych odsłon przed Zmartwychwstaniem. Paramount ostatecznie zrezygnował z drugiego sezonu, choć wcześniej go zapowiadał.
Mroczny Pasażer wraca do formy
Oglądając pierwszy sezon Dexter: Zmartwychwstanie, czułem się, jakbym na nowo rozpoczynał przygodę z Dexterem. Mam wrażenie, że twórcy porządnie przysiedli do tej historii. Za serial odpowiada Clyde Phillips, showrunner pierwszych czterech sezonów oryginalnego Dextera, czyli także tych z Rzeźnikiem z Zatoki i Arthurem Mitchellem. Nie przypisuję mu całej zasługi, ale trudno nie zauważyć, że wróciłem do serialu razem z człowiekiem, który zbudował dwa sezony, które cenię najbardziej.
Prater, w którego wcielił się Peter Dinklage, był całkiem dobrze napisanym i, co najważniejsze, nieoczywistym antagonistą. Żałuję jedynie, że Angel Batista zginął z jego ręki, ale patrząc na historię z pierwszego sezonu, po prostu musiało się to wydarzyć. W innym przypadku Dexter byłby zmuszony uśmiercić swojego przyjaciela, który był niebezpiecznie blisko ujawnienia jego mrocznej historii.
Poprzeczka zawieszona w Miami
Drugi sezon trafia na SkyShowtime 31 października, w Halloween, a kolejne odcinki będą pojawiać się co tydzień. Piszę ten tekst przed premierą, więc nie oceniam niczego, czego nie widziałem. Wiem tylko tyle, ile zapowiedzieli twórcy: Dexter trafi w Nowym Jorku między dwóch zabójców, a jednego z nich, Lucasa Starka, zagra Dan Stevens. Wracają Michael C. Hall, Uma Thurman, Jack Alcott jako Harrison i James Remar jako Harry. Mam nadzieję, że pojawią się też inni aktorzy znani z oryginalnej serii.
Odpowiedź na pytanie z początku jest więc prostsza, niż się spodziewałem. Kolejne powroty Dextera potrafią irytować i nie każdy z nich był udany. Ale Rzeźnik z Zatoki i Arthur Mitchell ustawili poprzeczkę, do której zawsze chciałem, żeby ten serial wrócił. Pierwszy sezon Zmartwychwstania był pierwszym od dawna, który do niej podskoczył. Dlatego czekam.
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.












Zostaw odpowiedź