Rok 2026 zapowiada się na moment, w którym kino znów sięga po rzeczy naprawdę duże: mity założycielskie, kosmiczne sagi, pierwsze kontakty z obcymi i historie o władzy, która wymyka się spod kontroli. Oto 10 filmów, o których będzie głośno w ciągu najbliższych 12 miesięcy.
Spis treści
Za nami rok, który przyniósł kilka dobrych premier, co widać choćby w TOP-10 najlepszych filmów z 2025 roku wg RTVmaniak.pl. Zdecydowanie ciekawiej zapowiada się jednak 2026, który przyniesie przynajmniej kilka murowanych hitów.
Czekam na 2026 rok, bo to będzie rok domykania wielkich historii i sprawdzania, czy Hollywood jeszcze potrafi opowiadać je z ambicją. Nolan bierze się za klasykę znaną ze szkoły podstawowej, Villeneuve kończy „Diunę” w miejscu, gdzie Herbert najbardziej bolał czytelnika, Marvel próbuje się podnieść po serii błędów, a obok tego pojawiają się filmy mniejsze, dziwniejsze i znacznie ciekawsze niż wynikałoby z ich marketingu.
Oto 10 tytułów, na które warto zwrócić uwagę.
Odyseja
Christopher Nolan wraca do źródeł. Dosłownie. „Odyseja” Homera to nie tylko historia powrotu do domu, ale opowieść o pamięci, traumie wojny, utracie tożsamości i o tym, jak bardzo człowiek zmienia się w drodze. To materiał idealnie skrojony pod reżysera, który od lat kręci filmy o czasie, wspomnieniach i niemożności cofnięcia raz podjętych decyzji.
Czekam, bo Nolan nigdy nie adaptuje „wiernie” – on zawsze filtruje tekst przez swoje obsesje. A mit o Odyseuszu aż prosi się o współczesne odczytanie: bohater wraca do świata, który już go nie potrzebuje, a on sam nie jest tym, kim był. Jeśli to się uda, to będzie jedno z tych filmowych wydarzeń, o których pisze się dekady.
Diuna: Część Trzecia
To nie jest już widowisko science fiction. To ma być polityczny i moralny finał historii Paula Atrydy. Villeneuve dochodzi do momentu, w którym Herbert bezlitośnie rozprawiał się z mitem zbawcy i pokazywał, że mesjanizm zawsze kończy się krwią.
Czekam, bo „Diuna” w tej części przestaje być komfortowa. Tu nie chodzi o to, czy Paul wygra, tylko co po nim zostanie. Villeneuve udowodnił już, że rozumie ciężar tej historii i nie boi się jej mroku. Jeśli nie złagodzi wymowy finału, to będzie jedno z najmocniejszych domknięć blockbusterowej trylogii w XXI wieku.
Avengers: Doomsday
W tym samym momencie, co trzecia „Diuna”, będzie miał swoją premierę „Avengers: Doomsday” – prawdopodobnie najważniejszy film w historii MCU. To on pokaże, czy Marvel ma jeszcze sens jako współczesne uniwersum, czy jest tylko odcinaniem kuponów.
Po latach chaotycznego rozwoju, zmarnowanych postaci i fabularnych skrótów „Doomsday” ma być próbą zebrania tego wszystkiego w jedną, spójną narrację.
Czekam z ostrożnym sceptycyzmem, ale też ciekawością. Bo jeśli Marvel ma jeszcze raz zadziałać, to nie dzięki większej liczbie bohaterów, tylko dzięki konfliktowi, który ma wagę i konsekwencje. Doktor Doom to w komiksach postać prawdopodobnie jeszcze potężniejsza niż Thanos, ale czy bracia Russo na pewno odpowiednio to zrozumieją?
Czy Marvel nie chce nas „kupić” powrotami, których tak naprawdę nie potrzebujemy? O tym filmie będzie się dużo mówić.
Spider-Man: Całkiem nowy dzień
Po raz pierwszy od dawna Spider-Man naprawdę zostaje sam. Bez Avengersów, bez zaplecza technologicznego, bez „wielkiej układanki”. To powrót do Petera Parkera jako zwykłego chłopaka z problemami, który płaci cenę za swoje wybory.
Czekam, bo ten bohater najlepiej działa wtedy, gdy jego największym wrogiem nie jest kosmiczny tyran, tylko własne życie, rachunki i odpowiedzialność. Jeśli twórcy to utrzymają, to może być najbardziej „ludzki” Spider-Man od lat.
Panna młoda!
To nie jest remake „Frankensteina” dla nostalgii. To ma być feministyczna, cielesna reinterpretacja mitu o stworzeniu kobiety jako obiektu. Film, który używa estetyki grozy do mówienia o kontroli, przemocy i oczekiwaniach społecznych.
Czekam, bo nowoczesny horror coraz częściej robi to, czego nie potrafią dramaty – mówi o realnych lękach w sposób brutalny i uczciwy. Jeśli „Panna młoda!” dowiezie atmosferę i sens, to będzie kino, które zostaje pod skórą.
Peaky Blinders: Nieśmiertelny
To ma być definitywne zamknięcie historii Tommy’ego Shelby’ego. Wojna, polityka, gangsterski mit i człowiek, który nigdy nie potrafił przestać walczyć.
Czekam, bo serial zasłużył na zakończenie, które nie ucieka od konsekwencji. Tommy Shelby nie powinien dostać łatwego finału. Jeśli film to zrozumie, będzie godnym epilogiem jednej z najważniejszych telewizyjnych opowieści ostatnich lat.
Łup
To nie jest „kolejny heist movie”. „Łup” to nowy film Joe Carnahana, reżysera, który najlepiej czuje się w kinie brudnym, fizycznym i opartym na napięciu między bohaterami. W rolach głównych są Ben Affleck i Matt Damon – pierwszy raz od lat spotykają się na ekranie w czysto gatunkowym kinie kryminalnym.
Grają policjantów z Miami, którzy podczas rutynowej akcji przejmują ogromną ilość gotówki. Problem w tym, że te pieniądze nigdy nie trafiają do oficjalnych raportów. Film nie opowiada więc o „napadzie”, tylko o tym, co dzieje się z ludźmi, kiedy pojawia się realna pokusa i absolutna cisza wokół niej.
Czekam, bo to historia o lojalności, chciwości i cienkiej granicy między „zasłużyłem” a „ukradłem” – a Affleck i Damon najlepiej wypadają właśnie w takich, niekomfortowych rolach.
Dzień objawienia
To film science fiction o kontakcie z obcą cywilizacją i jednocześnie powrót Stevena Spielberga do kina o kosmitach, czyli do tematu, który ukształtował jego status jako jednego z najważniejszych reżyserów XX wieku.
Film ma opowiadać o pierwszym, globalnym kontakcie ludzkości z pozaziemską inteligencją i o tym, jak świat reaguje, gdy przestaje być sam we Wszechświecie. Spielberg wraca tu do DNA „Bliskich spotkań trzeciego stopnia”, ale w zupełnie innym kontekście: świata po Internecie, po teoriach spiskowych, po utracie zaufania do instytucji i autorytetów.
Kontakt z obcymi nie jest już czystą fascynacją – staje się problemem politycznym, społecznym i informacyjnym.
Czekam, bo nikt nie potrafi opowiadać o kosmitach jak Spielberg. Nie jako o potworach, nie jako o abstrakcji, tylko jako o lustrze dla ludzkich lęków i nadziei. Jeśli to faktycznie będzie jego współczesna odpowiedź na „Bliskie spotkania…” – dojrzalsza, chłodniejsza, osadzona w świecie permanentnego kryzysu – to może być jeden z najważniejszych filmów SF ostatnich lat.
Supergirl
Ten film nie ma być „żeńskim Supermanem” ani lekką superbohaterską genezą pod młodszą widownię. „Supergirl” opiera się na komiksowej serii „Supergirl: Woman of Tomorrow” Toma Kinga.
Kara Zor-El jest tu bohaterką po przejściach. Widzimy ją jako osobę, która pamięta zagładę Kryptonu, widziała śmierć bliskich i została wyrwana ze świata, który był jej domem. W przeciwieństwie do Supermana nie wychowała się na Ziemi – i to robi całą różnicę. Ona nie czuje się tu u siebie, nie ma złudzeń, nie ma wiary w prosty heroizm.
Mam pewne wątpliwości, czy przypadkiem nie dostaniemy nowych „Strażników Galaktyki”, ale w wydaniu DC, a co za dużo, to niezdrowo. Z drugiej strony mamy tu jeden z najlepszych castingów ostatnich lat, bo Milly Alcock wydaje się wręcz urodzona do roli Supergirl. No i będzie też Lobo (oby nie tylko na chwilę).
Digger
„Digger” to nowy film Alejandro G. Iñárritu, jego pierwszy pełnometrażowy projekt fabularny po „Bardo”. I to od razu ustawia poprzeczkę: nie jest to kino gatunkowe ani narracyjnie wygodne. To ma być film fizyczny, egzystencjalny i ekstremalnie skupiony na jednym bohaterze. W tej roli Tom Cruise – i więcej dodawać nie trzeba.
Czekam, bo to zupełnie inne użycie Toma Cruise’a, niż to, do którego przyzwyczaiło nas kino ostatnich lat. Iñárritu zawsze potrafił wydobywać z aktorów intensywność i kruchość jednocześnie, a Cruise – obsesyjnie przygotowujący się do ról fizycznych – idealnie pasuje do reżysera, który traktuje wysiłek jako element narracji. To może być mocna pozycja w walce o Oscara 2027.
To również warto przeczytać!
Zachęcam do zerknięcia na wpis o tym, dlaczego nagle całe Hollywood robi się małe i polecam lekturę felietonu, w którym szukam odpowiedzi na pytanie, czy naprawdę chcemy tylko rebootów.
Więcej moich wpisów znajdziesz w sekcji maniaKalnych felietonów o filmach i serialach.
Jeśli natomiast chcesz wiedzieć, czego zdecydowanie nie polecam, zerknij na:
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.


















Dodaj komentarz